• Wpisów: 12
  • Średnio co: 108 dni
  • Ostatni wpis: 3 lata temu, 15:17
  • Licznik odwiedzin: 1 301 / 1410 dni
 
lifeandloneliness
 
Muneca Brava: Ponoć nadzieja umiera ostatnia... Moja już chyba umarła. Więc czy to oznacza że ja też już nie żyję? Czasem mam wrażenie że tak. To tęsknota odebrała mi życie, odebrała jego radość, choć mam się przeciez z czego cieszyc. I powinnam być cholernie szczęśliwa. Ilekroć patrzę na moją mala córeczkę żałuję ze nie jest Jego. Ze to nie z nim tworzę rodzinę. Tylko wtedy nie byla bym taka rozdarta, nie musiałabym wybierać pomiędzy jedną a drugą miłością. A przeciez milość jest jedna. Jak bardzo muszę więc codziennie rozdzierać swoje serce. Patrzę na córkę i wiem ze ją bardzo kocham, ale jednoczesnie wiem ze nie jestem cala dla niej, ze duza część mnie znajduje się daleko stąd, przy kims jeszcze. To jest okropne uczucie, ciągłe poczucie winy. To tak jakbys jechal pociągiem będąc na zewnątrz i trzymając się go tylko rękami. Nie poczujesz się bezpiecznie, wiesz ze kiedyś spadniesz. Czy to moja wina ze w moim sercu jest za duzo miejsca? Ze jak pojawil sie ktos nowy to nie wypchnął automatycznie tego starego? Obwiniam się o zbyt mało miłości do córki, patrze na inne rodziny i zazdroszcze im tej wewnętrznej stabilizacji, ktorej wiem ze ja nie osiągnę. Bo nigdy nie będę jednocześnie z obydwiema osobami które kocham najbardziej na świecie. Muszę wybierać, a jednocześnie wiem ze jako dla kobiety-matki moj wybór nie może być inny... Bo tu dochodzi jeszcze odpowiedzialność, za kogoś małego i słabszego. Moj czas gdy miałam jeszcze prawdziwie wolny wybor już minął.

Zostało tylko rozdarcie.

Życie na granicy samej siebie, granicy wytrzymałości, gdzieś pomiędzy.

I ta cholerna pewność że to się nigdy nie zmieni, to mój wyrok. Nie wiem tylko za co i zadaję sobie ciągle to pytanie. Komu ja zrobiłam aż tyle złego że zostałam skazana na taką sytuację??

Nie możesz dodać komentarza.

  Wyświetlanie: od najstarszego | od najnowszego