• Wpisów:12
  • Średnio co: 109 dni
  • Ostatni wpis:3 lata temu, 15:17
  • Licznik odwiedzin:1 325 / 1428 dni
Jesteś niezalogowany. Niektóre wpisy dostępne są tylko dla znajomych.
 
No i zniknęłam na dłużej. Ale już jestem. I postaram się tutaj częściej zagladac
 

 
Jak Już mówiłam, najgorsze w tym wszystki jest to że mojego męża też kocham, mimo że nieporownywalnie mniej i skoro go kocham i mamy dziecko to powinnam być szczęśliwa. I wiem ze by tak bylo gdyby G. nie istniał. Albo gdybym przynajmniej ja nie wiedziala o jego istnieniu...
Złe jest też to że nie kocham mojej córki tak mocno jal powinnam, jak matka powinna kochać swoje dziecko. Nie jest dla mnie calym swiatem choć powinna być. Boję się że jak nie teraz to kiedyś pozniej i tak id nich ucieknę i ich skrzywdzę. A bardzo bym tej krzywdy nie chciala
Nie mam nawet komu się zwierzyć z tych swoich rozterek, bo w moim otoczeniu nikt tego nie zrozumie. Przyjaciółka jest szczęśliwą mamą dwójki dzieci ktorych by nigdy nie zostawiła i nawet nie chce słuchać że ja mogę myśleć inaczej. Jedynym miejscem gdzie mogę jeszcze powiedzieć co czuję jest ten blog.

Tak sobie czasem myślę czy gdyby nie istnienie G., potrafiła bym pokochać swoją córkę ponad wszystko. A może też nie. Może przez to że i mnie kiedyś matka zostawiła mam jakiś deficyt w sobie, może nigdy mi się instynkt macierzyński nie ukształtuje tak jak powinien. Albo może jest na to za wcześnie... Nie wiem i się raczej tego nie dowiem
  • awatar MaszProblemToNapisz..: Cześć. Jestem tu nowa. Posiadam na swoim blogu dopiero jeden wpis. Bardzo zależy mi na Twojej opinii czy to co planuje ma w ogóle sens. Liczę na zrozumienie. Dodaję do obserwowanych.
  • awatar Martwica serca`: Niekiedy jest tak, że człowiek wybrał drogę prostszą, która miała być łatwiejsza, lepsza. A natrafił na niej, przeszkody nie do pokonania. I ma dwa wyjścia, męczyć się, nieudolnie próbując je pokonać. ( Niczym Syzyf. ) Albo zawrócić i iść tą, którą chciał, ale bał się od samego początku. pozdrawiam.
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (2) ›
 

 
Najgorsze jest to ze naprawde powinnam być szczęśliwa w moim małżeństwie. Bo niby wszystko jest ok, nawet nie "niby" tylko faktycznie ok. I pewnie bym byla szczęśliwa gdyby nie istniał nigdy G. ... Dzis usłyszałam jakąś wzruszająca piosenkę o przemijaniu i tak mi się smutno zrobiło, że aż zaczęłam płakać. Bo uświadomiłam sobie że bardzo chciałabym się zestarzeć razem z G., być z nim w zdrowiu i w chorobie, wspierać go w smutku i cieszyć się razem z nim w radości. A potem na starość kiedy wnuki zapytały by mnie kto był moją największą w życiu miłością chciałabym zamiast wracać pamięcią do wspomnień, móc wskazać palcem na drugi koniec pokoju i powiedzieć "o tam siedzi"... Chciałabym...
  • awatar Martwica serca`: Najgorzej, że człowiek zawiły w strach, odbiera sobie czasami największe szczęście, które czasami mija i nie możemy go już dosięgnąć. A jedynym wytłumaczeniem było "Bałam się"
  • awatar Muneca Brava: Still love, ja też mam taką nadzieję, ale ten wybór jest niesamowicie trudny, jak na razie mnie przerasta... A może to po prostu ja jestem zbyt tchórzliwa żeby ta decyzję podjąć i czekam nie wiadomo na co, chyba aż życie podejmie ją za mnie. Gdzieś czytałam ostatnio że od decyzji się nie ucieknie - jak my ich nie podejmiemy to życie i tak podejmie he za nas...
  • awatar Still love ♥: doczytałam niżej że masz córeczkę a więc przed Tobą ciężka decyzja.. ;/ mam nadzieję że wybierzesz dobrze i nie będziesz nigdy tej decyzji żałować!:*
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (5) ›
 

 
Lubiłam gdy jeszcze miałam czas powracać do tych miejsc w których bywaliśmy razem, które mi się z Nim kojarzyły, w jakiś sposób mialy z Nim coś wspólnego. Żałuję że wtedy się do niego nie odezwałam, wtedy jeszcze mogłam to zrobić, nie raniąc przy tym córki. Mogłam zamiast włóczyć się jak głupia sentymentalna idiotka po tych wszystkich miejscach, po prostu się z nim umówić i spędzać ten czas razem z Nim, nie samotnie tam łażąc. Wtedy mogłam. To nie. Musiałam zacząć to odgrzebywać wlaśnie wtedy kiedy nie mogę tak w każdej dowolnej chwili wyjść z domu i się z Nim spotkać. Kiedy cierpię jak on proponuje spotkanie a ja wiem że muszę odmówić bo muszę zostać z córką. Chociaż moje serce krzyczy "Tak, bardzo, bardzo chcę się z Tobą zobaczyć! Natychmiast!" Ehh, człowiek jest głupi bo nie potrafi we właściwą porę wykorzystać szans jakie są mu dane. A potem jest juz za późno...
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (2) ›
 

 
A wracając do moich dzisiejszych snów, to najpierw śniły mi się miejsca które kojarzą mi się z G., okolice gdzie kiedyś mieszkal (teraz wyprowadzil się dużo dalej, ze względu na pracę), miejsca gdzie się spotykaliśmy, gdzie chodziliśmy... A na sam koniec, rano, tuż przed przebudzeniem, śnił mi się seks z nim. I ledwie zaczęliśmy to robić, usłyszałam płacz dziecka. Myślałam że to we śnie, ale przebudziłam się i to moja córka popłakiwała. Co najlepsze zawsze gdy chcę o nim coś napisać na blogu albo tak jak dzis rano zaczynałam śnic piękny sen, to ona zaczyna marudzić.. Jakby jakiś radar miała
  • awatar Martwica serca`: Dzieci wiedzą o wiele więcej niż nam się wydaje. Małe potworki ze świdrującymi oczami czują dużo dużo bardziej intensywnie.
  • awatar Muneca Brava: Tak jakby coś przeczuwała i bała się żebym jej dla niego nie zostawiła...
  • awatar †Jeszcze Chwila I Znikam†: Z córeczką to trochę dziwne, ale widocznie chce Cię odciągnąć od niego i dobrze wie kiedy to robić.
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (3) ›
 

 
Miałam dziś piękny sen, wlasciwie to serię snów, w których śnił mi się G. i miejsca z nim związane... Wiecie co, ja się naprawdę boję mu powiedzieć co czuję i to z kilku powodów. Pierwszy jest taki że już nie jestem wolną kobietą i boję się że jak mu powiem o swoich uczuciach to wtedy on może będzie chciał się spotykać, spróbować... A ja wtedy mogłabym stracić swoją silną wolę i zostawić dla niego nawet córeczkę, bardzo się tego boję. Drugi powód jest wręcz odwrotny - boję się że on wtedy się przestraszy i zerwie ze mną wszelki kontakt. Chociaz to by bylo akurat teraz dla mnie najlepsze... A trzeci powód to boję się że mi nie uwierzy, bo on myśli ze zeby kogos pokochać to trzeba tę osobę naprawdę dlugo i dobrze poznać...
 

 
Gdyby tylko on wiedział co do niego czuję... Ale się nie dowie. Nie okażę mu swej słabości. Choć trochę to kusi, bo może gdyby on się dowiedzial o moim uczuciu to stchórzył by i nie odpisywal by mi, nie odzywal się... Ale z drugiej strony tego noe chcę... Wolę udając że mi na nim nie zależy nadal utrzymywać z nim kontakt. Na chwilę obecną nie wyobrażam sobie jak to by było nie wiedzieć co u niego... Choć raz na jakiś czas... Chociaż wiem ze mnie to niszczy... Ciekawe czy ktoś go kiedyś kochał tak mocno jak ja...
  • awatar mleczyk...;*: Nie wiem jaka jest Twoja historia, ale jeżeli go kochasz to lepiej mu to powiedz. Zadręczasz się tylko tym, ze z nim piszesz, z czasem będzie gorzej
  • awatar † ρяιи¢єѕѕ σf иσтнιиg †: @†Jeszcze Chwila I Znikam†: Zgadzam się. Miałam taką samą sytuację i tylko cierpiałam. Musisz z nim porozmawiać. Wyjaśnij mu, że zależy ci na nim... Takie moje zdanie...
  • awatar †Jeszcze Chwila I Znikam†: Jeżeli go kochasz tyle lat to wydaje mi się że nikt bardziej go nie kochał..
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (4) ›
 

 
Ponoć nadzieja umiera ostatnia... Moja już chyba umarła. Więc czy to oznacza że ja też już nie żyję? Czasem mam wrażenie że tak. To tęsknota odebrała mi życie, odebrała jego radość, choć mam się przeciez z czego cieszyc. I powinnam być cholernie szczęśliwa. Ilekroć patrzę na moją mala córeczkę żałuję ze nie jest Jego. Ze to nie z nim tworzę rodzinę. Tylko wtedy nie byla bym taka rozdarta, nie musiałabym wybierać pomiędzy jedną a drugą miłością. A przeciez milość jest jedna. Jak bardzo muszę więc codziennie rozdzierać swoje serce. Patrzę na córkę i wiem ze ją bardzo kocham, ale jednoczesnie wiem ze nie jestem cala dla niej, ze duza część mnie znajduje się daleko stąd, przy kims jeszcze. To jest okropne uczucie, ciągłe poczucie winy. To tak jakbys jechal pociągiem będąc na zewnątrz i trzymając się go tylko rękami. Nie poczujesz się bezpiecznie, wiesz ze kiedyś spadniesz. Czy to moja wina ze w moim sercu jest za duzo miejsca? Ze jak pojawil sie ktos nowy to nie wypchnął automatycznie tego starego? Obwiniam się o zbyt mało miłości do córki, patrze na inne rodziny i zazdroszcze im tej wewnętrznej stabilizacji, ktorej wiem ze ja nie osiągnę. Bo nigdy nie będę jednocześnie z obydwiema osobami które kocham najbardziej na świecie. Muszę wybierać, a jednocześnie wiem ze jako dla kobiety-matki moj wybór nie może być inny... Bo tu dochodzi jeszcze odpowiedzialność, za kogoś małego i słabszego. Moj czas gdy miałam jeszcze prawdziwie wolny wybor już minął.

Zostało tylko rozdarcie.

Życie na granicy samej siebie, granicy wytrzymałości, gdzieś pomiędzy.

I ta cholerna pewność że to się nigdy nie zmieni, to mój wyrok. Nie wiem tylko za co i zadaję sobie ciągle to pytanie. Komu ja zrobiłam aż tyle złego że zostałam skazana na taką sytuację??
 

 
No i nie wytrzymałam. A obiecałam sobie że już się do G. nie odezwę, że będę go próbowała tak jak to sobie obiecałam wyrzucić ze swojej pamięci ale nie wytrzymałam i napisałam do niego. Odpisał, ale że był w pracy to nie pisaliśmy długo. Teraz mam pokusę sprawdzić czy czegoś nie napisał (mam osobny numer i telefon dla niego) ale mąż siedzi obok więc nie bardzo mogę. Jak pojdzie spać (ze względu na male płaczące dziecko śpimy w osobnych sypialniach) to wtedy sprawdzę czy G. coś napisał. Czuję się taks szczęśliwa jak zwyczajnie wiem co u niego, ze żyje, ma się dobrze, jak wiem co u niego słychać... Teraz się o niego przestraszyłam bo napisał mi że wpadł w poślizg i miał drobny wypadek i bardzo się zmartwiłam o niego... On ma takiego jakiegoś pecha do tych wypadków drogowych Boję się żeby kiedyś mu się coś poważnego nie stało. Wiecie, tak sobie nawet ostatnio myslalam, wiem ze to glupie, ale myslalam o tym ze jak on kiedys umrze to ja nawet nie bede o tym wiedziala bo przeciez nikt mnie nie powiadomi, nie mamy zadnych wspólnych znajomych i nawet nie bede wiedziala gdzie jest pochowany... A tak bym chciala, jesli on umrze pierwszy ode mnie, móc odwiedzac jego grób, modlić się nad nim i "rozmawiac" z nim, już bez skrepowania... Wtedy bym mu mogla opowiedzieć już o wszystkim, o wszystkim co teraz przed nim ukrywam i przede wszystkim powiedzieć mu wreszcie jak go bardzo kocham... Nie raniąc przy tym nikogo, nie zostawiając męża i córki. Mówiłam ze to głupie... Ale tak czuję... Boże, dlaczego akurat mnie to spotkało, oddzielenie ciała od duszy za życia, moje ciało jest tutaj ale moje serce i dusza przy G., tam gdzie czuję jest moje miejsce, odkąd go tylko poznałam, a gdzie nigdy nie będę i już na wieki czeka mnie takie rozdarcie... To niesprawiedliwe, tak nie powinno być... :-(
  • awatar Muneca Brava: Chciałabym zeby to były tylko piękne slowa, żebym nie musiała tego przeżywać... :-(
  • awatar broken heart: "oddzielenie ciała od duszy za życia, moje ciało jest tutaj ale moje serce i dusza przy G"- jeju jak to jest pięknie napisane *_*
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (2) ›
 

 
Mialam dzis dziwny sen. Snil mi sie facet o ktorym juz od dawien dawna nie mysle, w ktorym bylam zakochana prawie 5 lat temu, jak bylam kompletnym dzieciuchem, dopiero wchodzilam w doroslosc, mialam 18 lat, on byl starszy ode mnie, byl przyjacielem mojej siostry i jej meza. Ja pojechalam do siostry na wakacje a on u nich wowczas mieszkal. To on mi pokazal moja kobiecość, pomogl mi ja odkryc, prawil komplementy, a ja sie jak pierwsza naiwna bez pamieci zakochalam. Dla niego bylam tylko małolatą, imponowalo mu zapewne ze sie w nim podkochuje. Pamietam ze fajnie sie z nim calowalo. Tak, calowalismy sie pare razy, to wszystko. I juz dawno o nim zapomnialam, M. juz dla mnie nie istnieje, dzis tylko, po tym snie, tak mi sie kołatał w glowie przez caly dzień. W tym snie znow odwiedzilam swoja siostre a on tam akurat przypadkiem byl i zaproponowal mi wypad na jakas impreze okolicznościowa na miescie. Wyszlismy razem, on mial sie mna opiekowac a potem mi gdzies zniknal, szukalam go ale nie moglam znalezc. Ot, taki sobie zwykly sen. W ogole nie wiem co mi sie ten M. tak nagle przysnil, ni z gruszki ni z pietruszki. Moze w ramach tego ze tak usilnie probuje zapomniec o mojej najwiekszej milosci, o G.... "Wyrywanie serca" jak na razie kiepsko mi idzie. Czasem sa dni kiedy naprawde udaje mi sie o nim nie myslec, ale sa tez takie kiedy przylapuje sie na mysleniu co zrobic zeby znow moc sie z nim zobaczyć...
 

 
Jakbym malo miala problemów, to jeszcze doszedl problem z matka. Chociaz nie, nie powinnam jej przeciez nawet tak nazywac. Ona mnie tylko urodzila. A potem oddala. A następnie zatruwala mi cale zycie. Niedawno sobie o mnie przypomniala i zaczela udawac kochana mamusie. Fajnie tak sobie przypomnieć o dzieciaku jak jest juz dorosly, odchowany, ma swoje zycie i wkupić sie w jego laski spijając samą śmietankę z czyjegoś trudu i wychowania nie? Przynajmniej ona tak najwyraźniej uważa. Ona czyli L. Nie bede sie o niej wyrazac per "mama".
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (2) ›
 

 
Nie odzywałam się trochę ale musiałam uporządkować jakoś tymczasowo swoje życie... Z mężem jest lepiej. Myślałam że już go nie kocham, że moje myśli zajął całkowicie tamten mezczyzna z przeszłości, moja wielka milość, ale zrozumialam ze nie mogę dla niego zostawić mojej córki... Ona ma dopiero 4 miesiące, nie jej wina że byla dzieckiem z wpadki, mimo wszystko przecież kochamy się z jej ojcem. Nigdy nie będę mojego męża kochała tak jak tamtego i żałuję ze nasze losy nie potoczyły sie inaczej, ale teraz córeczka jest najwazniejsza.
Czesto sie zastanawiam co by bylo gdyby... Gdyby on mnie wtedy nie zostawił, gdybym ja go potem nie zostawiła i nie wyjechała z tym nowym (obecnym mezem) za granicę... Moze wtedy to z moja pierwsza wielka miłością zakładała bym teraz rodzine... Moge teraz żałować ze nie spróbowałam ten drugi raz, ale to juz pozostaną tylko żale... Jako ze tamten mezczyzna zajmuje bardzo dużą część mojego serca, to muszę "wykroić" ten fragment, na żywca, bez znieczulenia i wyrzucić... bo tylko wtedy będę mogla dalej normalnie żyć. Nie sądzę żebym go kiedykolwiek zapomniała ale... ale musze, musze nauczyć się żyć bez jego dotyku, pocałunków i oddechu, który byl dla mnie powietrzem...
  • awatar Muneca Brava: Niestety niewyleczalne niczym smiertelna choroba :( Wierz mi, probowalam już wszelkich sposobow zeby zapomniec...
  • awatar †Jeszcze Chwila I Znikam†: Wiem że to trudne, ale masz rację musisz starać się o nim zapomnieć. To trudne i raczej niewyleczalne..
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (2) ›